RAPORT Z POLA WALKIMATEUSZ OCHMAN

PRAWDA · INTEGRALNOŚĆ · NADZIEJA

Figowiec zostaje pod figowcem

Zamknięte drzwi nie kłamią. Kłamie przedpokój zbudowany tak, żeby zaprzeczał temu, co za nimi.

Przed przyjściem gości sprząta się pokój, w którym będą siedzieć. Reszta mieszkania może poczekać. Nikt nie nazywa tego kłamstwem: drzwi do sypialni są zamknięte, nie zamurowane, i każdy z obecnych wie, że coś za nimi jest. Taki porządek trwa jeden wieczór. Potem mieszkanie wraca do zwykłego stanu, a właściciel wraca do wszystkich swoich pokoi.

Istnieje jednak wersja tego samego gestu, która nie kończy się po wyjściu gości. Pokój od frontu przestaje być miejscem na przyjęcia i staje się jedynym, o którym warto myśleć. Rzeczy, które do frontu nie pasują, wędrują za zamknięte drzwi, aż w końcu trafia tam wszystko, co niewygodne, a właściciel przestaje tam zaglądać. Nie z braku czasu. Tamte pokoje przestały być, jego zdaniem, częścią domu.

Różnica między zwykłą selekcją a życiem podporządkowanym wersji nie polega na tym, ile się pokazuje. Polega na tym, kto ma jeszcze dostęp do reszty. W zwykłej selekcji reszta jest zamknięta dla innych, ale otwarta dla mnie. W wersji reszta jest zamknięta także dla mnie, a zamknąłem ją sam.

Utrzymywanie wersji kosztuje więcej, niż wychodzi przy pierwszym rachunku, ponieważ wersja nie jest przedmiotem, tylko pracą. Trzeba pamiętać, co już zostało powiedziane i komu. Trzeba pilnować, żeby dwie opowieści o tej samej sprawie nie spotkały się w jednym pokoju. Trzeba przewidywać, jak rzecz będzie wyglądać, zanim się ją zrobi, a więc przestać robić ją dla niej samej. To ostatnie jest najdroższe, bo z czasem znika pytanie, co myślę, i zostaje pytanie, co będzie dobrze wyglądało.

Do tego dochodzi zjawisko, które działa po cichu i przeciw właścicielowi. Wersja zaczyna zbierać potwierdzenia. Ktoś ją chwali, ktoś jej ufa, ktoś układa o niej dobre zdanie, i te reakcje wracają do mnie jako informacja o mnie. Przestaję pamiętać, że oceniono pokój od frontu, i przyjmuję ocenę jako dotyczącą domu. Obraz, który miał tylko dobrze wyglądać, awansuje na dowód. Od tej chwili prywatność zmienia funkcję: nie chroni już niczego przed cudzym wzrokiem, tylko przechowuje to, czego postanowiłem nie wiedzieć.

Wtedy zaczyna się zarządzanie wersją także wtedy, gdy nikogo nie ma. Człowiek poprawia sam siebie w pustym mieszkaniu, przed lustrem, którego nikt nie trzyma, ponieważ jedynym widzem został on sam, a ten widz zna już tylko to, co mu pokazano.

Na to rozdarcie najłatwiej odpowiedzieć odwrotnością: wyrwać wszystkie drzwi. Pokazać wszystko, powiedzieć wszystko, nazwać to szczerością i uznać ostrość za dowód prawdy. Tylko że pokój, w którym wystawia się własne brudy na widok publiczny, jest kolejnym pokojem od frontu, urządzonym w innym stylu. Człowiek, który obnaża się przed wszystkimi, nadal zarządza odbiorem; zmienił jedynie towar. Szorstkość też bywa fasadą, i to wygodną, bo można się za nią schować z hasłem, że przynajmniej nikt nie zarzuci mi udawania.

W Ewangelii Jana jest krótka scena, która rozwiązuje ten węzeł bez ideału i bez spowiedzi. Filip przyprowadza do Jezusa Natanaela, a Natanael chwilę wcześniej wzruszył ramionami na wiadomość, skąd Jezus pochodzi. Przyszedł z uprzedzeniem, którego nie schował. Jezus, widząc go z daleka, mówi:

„Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu.”

— J 1, 47

Warto zobaczyć, czego w tym zdaniu nie ma. Nie ma pochwały dla ostrego języka; Jezus nie chwali uwagi o Nazarecie, tylko ją pomija. Nie ma stwierdzenia, że Natanael jest bez błędu; jego błąd stoi w tekście jeden wiersz wcześniej. Jest jedno słowo: podstęp, czyli rozjazd między tym, co człowiek pokazuje, a tym, czym jest, utrzymywany dla własnej korzyści. Natanael tego rozjazdu nie ma. Myśli źle o Nazarecie i mówi to głośno, a potem idzie zobaczyć. Nie przygotował wersji siebie na spotkanie, więc na spotkanie przyszedł cały.

Dalej Natanael pyta, skąd Jezus go zna, i słyszy, że został zobaczony pod drzewem figowym, zanim ktokolwiek go zawołał (J 1, 48). Zobaczony tam, gdzie nikt go nie oglądał, w miejscu, którego nie urządzał pod nikogo. I nic z tego miejsca nie zostaje ogłoszone. Ewangelia nie mówi, co Natanael robił pod figowcem, Jezus też tego nie rozgłasza. Prywatność Natanaela zostaje nienaruszona. Nie musiał niczego wystawić, żeby być człowiekiem bez podstępu. Wystarczyło, że pod drzewem był tym samym, kim przyszedł być przed Filipem i przed Jezusem.

To jest cała miara integralności i jest mniejsza, niż podpowiadają oba obozy. Nie wymaga pokazania wszystkiego. Wymaga tylko, żeby to, co zamknięte, było zamknięte przed innymi, a nie przede mną, i żeby to, co pokazane, nie udawało całości. Zamknięte drzwi mieszczą się w tej mierze; zamurowane już nie. Front też się w niej mieści, dopóki nie zaczyna służyć za dowód.

„Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu.”

— J 1, 47

Ludzie, którzy tak żyją, rzadko robią wrażenie. Ktoś, kogo zna się od lat z tej samej klatki schodowej albo z pracy: nie opowiada o sobie wiele, ma sprawy, o które nie wypada pytać, i nie tłumaczy się z nich. A jednak przez te lata nic w nim nie zostaje zdemaskowane, bo nic nie było zamaskowane. Zachowuje się tak samo przy stole i na korytarzu, przy szefie i przy dozorcy. Jeśli kiedyś dowiadujemy się o nim czegoś nowego, nie unieważnia to reszty, tylko ją uzupełnia. Pokoje, do których nas nie zaproszono, nie są magazynem rzeczy, które schował przed samym sobą. Są po prostu pokojami, do których nas nie zaproszono, i mamy pewność, że on sam po nich chodzi.

Taki człowiek nie ma niczego do pokazania, bo nie żyje pod pokazem, i niczego do ukrycia, bo nie ukrywa niczego przed sobą. Można go zobaczyć pod drzewem figowym i nie musi niczego poprawiać.

[ RAPORTY BEZ PILNOWANIA DAT ]

Nie przerywam tekstu paywallem. Zostawiam tylko najprostszą drogę do następnego Raportu.

ODBIERAJ KOLEJNE RAPORTY
[ MOŻESZ DOŁOŻYĆ SIĘ DO NASTĘPNEGO RAPORTU ]

Jeśli ten raport był wart Twojego czasu, możesz pomóc mi przeznaczyć czas na kolejny.

WESPRZYJ PRZEZ BUYCOFFEE.TO