Żeby człowiek zgubił własny osąd, nie trzeba długo namawiać go do głupstwa. Wystarczy, że kilka osób nazwie jego decyzję nierozsądną.
Słowo działa cicho. Nie brzmi jak nacisk, tylko jak dojrzała rada, z którą podobno nie warto się spierać. Nierozsądnie wygląda wierność danemu słowu, gdy inni zdążyli już ułożyć życie tak, jakby tej obietnicy nie było. Nierozsądne są też kilka prostych słów prawdy, jeżeli otwierają rozmowę, którą wszyscy chcieli mieć za sobą. A świadomy wybór mniej wygodnej drogi wydaje się czymś jeszcze bardziej nie na czasie, skoro można bez hałasu zrobić to, co robią inni.
Gotowa opinia jest wygodna. Rozumie, usprawiedliwia, niczego nie każe ważyć. Nie trzeba wtedy pytać o prawdę sytuacji ani o cenę, która zostanie po decyzji, gdy opadnie pierwszy spokój. Zostaje jeden test: czy da się ją wypowiedzieć językiem, który wszyscy uznają za rozsądny.
Zdarza mi się wziąć ten spokój za własny sąd. Kiedy mam sprawdzić, co i komu jestem winny, jaką decyzję powinienem podjąć i co z niej przejdzie dalej do ludzi, za których odpowiadam, gotowa opinia przychodzi z ulgą. Nie muszę niczego rozstrzygać. Mogę zostawić sprawę w jej dotychczasowym kształcie i jeszcze powiedzieć sobie, że zachowałem rozsądek.
„Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych.”
To nie jest gotowiec na każdą sytuację. To raczej przypomnienie, że nie wszystko, co ważne, mieści się w miarach wygody, rachunku i dobrego wrażenia. Ale uwaga! Tu nie chodzi o moje prywatne przekonanie, które zwalniałoby mnie ze stawiania pytań, wiernego trzymania warty i ciągłego szukania prawdy.
Nie chcę nazywać zachcianki rozeznaniem ani uporu wiernością. Im większy ciężar ma decyzja, tym mniej ma prawa do zasłaniania się immunitetem pięknych słów. Trzeba ustalić cenę, wysłuchać tych, których naprawdę dotknie, i uczciwie sprawdzić, czy za przywiązaniem do swojej racji nie stoi zwykły lęk przed zmianą.
Cudzy sceptycyzm nie zwalnia mnie z odpowiedzialności. To, że ktoś nie widzi sensu mojego obowiązku, nie oznacza jeszcze, że wolno mi go odłożyć. I to, że nie umiem zamknąć decyzji w bezpiecznym zdaniu, nie czyni jej błędną.
Nie chcę już przyjmować gotowej opinii zamiast własnego sądu. Chcę najpierw sprawdzać prawdę, potem ustalać cenę i słuchać tych, którym coś jestem winny. Kiedy zostaję sam z decyzją, chcę wytrzymać chwilę, w której nie ma jeszcze pewności ani oklasków. Dopiero wtedy mogę uczciwie powiedzieć, że nie wybrałem jedynie spokoju.
„Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My właśnie znamy zamysł Chrystusowy.”
Jeśli ten raport był wart Twojego czasu, możesz pomóc mi przeznaczyć czas na kolejny.
WESPRZYJ PRZEZ BUYCOFFEE.TO