Odpoczynek łatwo dostaje termin i równie łatwo go traci. Zaczyna się od zdania, któremu trudno cokolwiek zarzucić: jeszcze tylko domknę tę jedną sprawę, a potem usiądę.
Sprawa kończy się we wtorek, w środę pojawia się następna, tak samo rozsądna, i termin przechodzi na przyszły tydzień razem z nią. Nikt tu niczego nie odkłada świadomie. Za każdym razem po prostu znajduje się rzecz pilniejsza od siedzenia.
„Jeszcze tylko” ma przy tym cechę, której nie widać, dopóki się jej nie policzy. Występuje zawsze w liczbie pojedynczej. Obiecuje jedną rzecz, jakby po niej miał nastąpić koniec, a po niej przychodzi kolejne „jeszcze tylko”, również pojedyncze.
Lista nie rośnie skokowo. Rośnie o jeden, więc przez cały czas wygląda na skończoną.
Najlepiej widać to na rzeczach, które da się dotknąć. Kran w kuchni kapie od miesiąca. W sobotę uszczelka zostaje wreszcie wymieniona, kran milknie, a spod zlewu wychodzi na światło czarny silikon, którego nikt nie oglądał, bo zasłaniał go kapiący kran. Po silikonie widać, że drzwiczki szafki wiszą krzywo.
Dom nie ma stanu „gotowe”. Ma tylko stan, w którym następna rzecz nie jest jeszcze widoczna, a widoczna staje się dokładnie wtedy, gdy poprzednia przestaje ją zasłaniać.
Z ciałem jest podobnie. Jedna przespana noc pokazuje zmęczenie całego tygodnia, bo dopiero wtedy jest je z czym porównać.
Domknięcie jednej sprawy nie zmniejsza listy. Domknięcie odsłania. To jest normalna właściwość rzeczywistości, nie mój prywatny pech.
Trzeba tu oddzielić dwie rzeczy, które lubią chodzić razem. Kran naprawdę trzeba naprawić, silikon naprawdę trzeba wymienić, a odkładaną wizytę u lekarza naprawdę trzeba odbyć. Zajęcie się sprawą jest odpowiedzialnością i nic z tego, co piszę, nie ma jej podważać.
Podważam coś innego: obietnicę doklejoną do tej odpowiedzialności, że kiedy wszystkie sprawy zostaną załatwione, przyjdzie pokój. Ta obietnica nie ma daty i mieć jej nie może, ponieważ warunek, od którego zależy, nigdy nie zostaje spełniony. Zawsze coś kapie.
Pokój uzależniony od pełnej kontroli nie jest pokojem odroczonym. Jest pokojem odwołanym, tylko odwołanym grzecznie, z zapowiedzią, która nigdy nie nadchodzi.
Widzę u siebie mechanizm, który to podtrzymuje. Potrafię użyć odpowiedzialności jako eleganckiej nazwy dla czegoś mniej szlachetnego: dla niezgody na własne ograniczenie. Mam tylko dwie ręce, jedną dobę i ograniczoną uwagę, a lista nie ma dna.
Odpowiedzialny człowiek zajmuje się sprawą, która do niego należy. Człowiek, który nie zgadza się na swoją miarę, zajmuje się wszystkimi naraz i nazywa to sumiennością. Z zewnątrz obie postawy wyglądają tak samo.
Różnica siedzi w tym, czego oczekuję na końcu. Pierwsza oczekuje naprawionego kranu. Druga oczekuje, że wreszcie nic nie będzie ode mnie wymagało uwagi, a tego nie załatwi żadna liczba sobót.
Niepokój, który stąd rośnie, umiem wtedy nazywać troską. Brzmi lepiej i kosztuje więcej.
„A On będzie pokojem.”
To zdanie zostało zapisane w czasie, w którym nic nie było uporządkowane. Prorok mówił do ludzi, nad którymi wisiała realna groźba, i nie obiecał im, że groźba minie, zanim pokój przyjdzie. Obiecał kogoś.
Pokój ma tu swoje źródło w osobie, która przychodzi między okoliczności takie, jakie są, zamiast czekać, aż do niego dojrzeją.
Kościół czyta to zdanie w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i to jest dobre miejsce, żeby je usłyszeć. Narodziny nie kończą niczego. Zaczynają, i to zwykle wśród spraw, które nie zdążyły się ułożyć.
Dla mnie znaczy to zmianę źródła. Jeśli pokój ma źródło w Nim, a nie w stanie mojej listy, to nie muszę na niego zasługiwać domknięciem wszystkiego i nie mogę go stracić przez to, że czegoś nie domknąłem.
Mogę go stracić inaczej: odwracając się od źródła w stronę listy, bo lista daje złudzenie, że pokój jest do wypracowania. On jest do przyjęcia.
Przyjęty pokój nie zwalnia z kranu. Zmienia tylko kolejność. Nie naprawiam, żeby mieć pokój. Naprawiam, mając go, i dlatego mogę naprawiać jedną rzecz, a nie wszystkie.
To nie jest bierność. Człowiek, który ogłosił, że oddał wszystko Bogu, i przestał wymieniać uszczelki, nie ma pokoju. Ma zaległości i pobożne wytłumaczenie.
Odpowiedzialność zostaje w całości. Traci tylko funkcję, do której nigdy się nie nadawała: funkcję źródła.
„A On będzie pokojem.”
Wybieram więc dziś jedną rzecz, która do mnie należy, i robię ją do końca. Reszta listy zostaje na liście, prawdziwa i niedomknięta, ale nie oddaję jej prawa do odebrania mi pokoju, bo nie ona mi go dała.
Jeśli ten raport był wart Twojego czasu, możesz pomóc mi przeznaczyć czas na kolejny.
WESPRZYJ PRZEZ BUYCOFFEE.TO